501 785 557 abc.stomii@wp.pl
Zaznacz stronę
Dzień Matki i stomia

Dzień Matki i stomia

Czasem kiedy edukuję osoby z nowo wyłonioną stomią, to za przykład daję im młodych stomików, którzy chodzą do szkoły, do pracy, którzy normalnie żyją. Młodych ludzi, którzy – jeśli tylko nie ma przeciwwskazań medycznych – mogą zostać rodzicami.

Obecnie wraz z postępem medycyny, wiedzą, ewoluowało podejście do macierzyństwa kobiet ze stomią. Nie są one wyjątkiem, w sensie że nie tak mało stomiczek zostaje matkami.

Pierwszą pacjentkę ze stomią pamiętam z końca lat 90-tych (chyba 1997 lub 1998). W tamtym czasie, wiedza lekarza ginekologa opiekującego się tą panią była… wątpliwa. Ale mimo tego i jej decyzji o braku kontroli ginekologicznej, po traumatycznym kontakcie z tym lekarzem (stwierdził – wg jej słów, iż niemożliwe jest mieć dziecko mając stomię i zasugerował aborcję), urodziła przez cięcie cesarskie zdrową córkę.

Obecnie podejście ginekologów jest światłe. Umieją oni przygotować kobietę ze stomią do macierzyństwa, poprowadzić ciążę do rozwiązania, nawet siłami natury, jeśli nie ma przeciwwskazań.

Zatem na co powinna zwrócić uwagę ciężarna stomiczka? Czego spodziewać się od swojego organizmu?

Otóż zmian hormonalnych, zmian w wyglądzie – rosnący brzuch ciążowy wszystkie kobiety przyjmują z radością i rozrzewnieniem. A wraz z rosnącym brzuszkiem, może zmieniać się ukształtowanie skóry wokół stomii. Wtedy należy dostosować sprzęt do warunków okołostomijnych. Inną rzeczą jest fakt rozwijającego się płodu, powiększającej tym samym macicy i ucisk na m.in. na jelita. To plus hormony mogą się przyczynić do powstawania zaparć. Ale z tym można sobie poradzić zasięgając porady np. pielęgniarki stomijnej i naturalnymi sposobami, modyfikując dietę, pilnując odpowiedniej ilości przyjmowanych płynów…

Poza tym, albo przede wszystkim ciężarna stomiczka musi być czujna i nie lekceważyć żadnego symptomu swojego organizmu, czy to dotyczy zmiany rytmu wypróżnień, czy innego niż zwykle funkcjonowania układu moczowego, dziwnych pobolewań/bólów brzucha. Powinna być w kontakcie i z ginekologiem, położną i z lekarzem prowadzącym ją ze strony układu pokarmowego – gastroenterolog, chirurg, czy pielęgniarka stomijna.

A na koniec powiem, że ciężarna stomiczka powinna pamiętać, że ciąża jest stanem naturalnym. I jeżeli organizm nie jest gotowy na dziecko, kobieta nie zajdzie w ciążę. A jak zajdzie, to od tego, by wszystko poszło dobrze są pracownicy ochrony zdrowia i sama natura.

Na koniec, zapraszam do obejrzenia krótkiego wywiadu o macierzyństwie ze stomią, ku pokrzepieniu serc i na Dzień Matki. I tym samym życzę wszystkim kobietom, które chcą być Mamami, by już w przyszłym roku mogły świętować ten dzień.

Pierwsza wymiana sprzętu.

Pierwsza wymiana sprzętu.

Kiedy pracuję z osobami, które właśnie mają wyłonioną stomię, to oczywiście musimy „ogarnąć” wiele aspektów. Bo ja wiem, że mój podopieczny – nowiutki stomik, jest obolały po operacji, nie zawsze emocjonalnie gotowy na posiadanie stomii, że nie ma siły, że się boi, że targają nim przeróżne, silne emocje. a tu 5, 6, 7 doba i proponują – w definitywny sposób – wypis do domu.

Często wtedy słyszę: jak ja sobie poradzę z tym wszystkim w domu?

Wtedy myślę sobie: hmmm.., nie mogę ani zabrać was do domu, a ni iść z wami do waszego domu. Mogę starać się jak najbardziej skrócić, ułatwić, albo przedstawić w łatwy sposób jak można sobie poradzić z wymianą sprzętu. Otóż:

  1. Przygotuj wszystkie potrzebne ci rzeczy:
    • nowy worek (jeśli używasz jednoczęściowych), albo płytkę i worek,
    • worek na odpadki, spokojnie może to być worek na śmieci, tylko bez śmieci,
    • do mycia – chusteczki wilgotne*, lub pianka do mycia skóry, lub płyn do mycia skóry, lub ciepła woda z kranu z mydłem
    • do osuszenia – gaziki niejałowe, płatki do demakijażu, delikatny ręcznik papierowy, lub delikatny ręcznik,
    • akcesoria do pielęgnacji skóry, których potrzebujesz użyć, np.: spray do odklejania przylepca, pasta uszczelniająca lub pierścień ochronny, płyn ochronny = „druga skóra”, czasem puder gojący, lub półpierścienie ochronne itp.,
    • inne – nożyczki, papier toaletowy, lusterko, ulotkę ze ściągą, telefon komórkowy, czy cokolwiek potrzebujecie
  2. Zajmij wygodną dla siebie pozycję – czy to siedzącą, czy stojącą. Taką, w której wytrwasz pierwsze, długie zmiany sprzętu. Jeśli chcesz wymieniać na stojąco, postaw w pobliżu krzesło, czy stołek, by w razie potrzeby siedzisko było „pod ręką”.
  3. Z pomocą spray’u do odklejania, odklej przylepiec worka lub płytki (razem z przypiętym workiem, jeśli używasz systemu dwuczęściowego). Delikatnie odklejaj z góry na dół (bo gdyby coś poleciało ze stomii, to wpadnie do worka), psikając na skórę w miejscu, gdzie łączy się z nią przylepiec.
  4. Odklejony przylepiec obejrzyj (mimo, że wydaje się to okropne) przed wyrzuceniem, bo na nim widać co działo się pod nim na skórze. Następnie zwiń przylepiec do siebie tą stroną, która była na skórze i wrzuć do worka na odpadki.
  5. Papierem toaletowym zabierz resztki stolca, śluzu. Jeśli masz urostomię, nie musisz używać papieru toaletowego.
  6. Umyj skórę tym czym jest ci najwygodniej. Co do chusteczek wilgotnych – *proponuję nie używać tych do pielęgnacji pupci niemowląt, ponieważ one są do mycia i pielęgnacji (czyli prawdodpobnie mają w składzie oprócz substancji myjących, substancje nawilżające, balsamy etc. A jak nakremujecie skórę, przylepiec nie będzie się trzymał).
  7. Delikatnie osusz, wytrzyj skórę – można przez dotyk suchym gazikiem, lub przez pocieranie w kierunku do stomii.
  8. Jeśli masz już skórę przygotowaną, to spójrz, czy twoja stomia nie zmieniła się od ostatniej zmiany sprzętu. Jeśli nie zmieniła się i masz szablon, wg którego wytniesz otwór w przylepcu worka ub płytki, to zrób to. Jeśli używasz sprzętu plastycznego, to wywijaj.
  9. Jeśli potrzeba – użyj „drugiej skóry”, pasty uszczelniającej, czy któregokolwiek z akcesoriów.
  10. Przyklej worek lub płytkę do skóry.
  11. Jeśli używasz sprzętu dwuczęściowego, to do płytki przymocuj worek. Pamiętaj, by ten worek zapiąć.
  12. Jeśli potrzeba powiększyć czy też dodatkowo wzmocnić powierzchnię przylepną, przyklej na brzegach przylepca półpierścień ochronny, lub dodaj pasek przytrzymujący do płytki.

Odetchnij z ulgą. Zrobiłaś/zrobiłeś to. I pamiętaj, że „diabeł jest straszny, bo tak go malują”, a trening czyni mistrza itd.

Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Jesika nad morzem

Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Jesika nad morzem

Dzień dobry w sierpniowe, gorące popołudnie 🙂

Pamiętacie Paulę pływającą? Pewnie, że pamiętacie.

Często kiedy pracuję z ludźmi, którzy są krótko po wyłonieniu stomii, pytają mnie co będą mogli robić mając tę stomię. To takie pytania szukające chyba potwierdzenia na to, że nie będą musieli rezygnować z życia. Czasem osoby starsze narzekają, że takie coś spotkało je u schyłku życia. Wtedy pytam, czy uważają, że lepiej by było gdyby trzeba było pani/panu wyłonić stomię w wieku dwudziestu kilku lat?  I tu zwykle następuje krótka chwila konsternacji/refleksji… Odpowiedzi są różne.

Ale zdarza się, że stan zdrowia człowieka jest taki, że stomię trzeba wyłonić i przed dwudziestym rokiem życia, a czasem w pierwszych dniach po urodzeniu.  Nie wiek tu jest wytyczna.

Bohaterką mojego dzisiejszego wpisu jest młodziutka dziewczyna, u której konieczne było wyłonienie stomii, a w niedługim czasie kolejny zabieg operacyjny. Dziewczę to było taką „maskotką” naszego oddziału. No bo przecież my – część z nas – mamy dzieci w jej wieku lub starsze. I kiedy choruje taka młoda osóbka, to wywołuje w nas – pielęgniarkach nie tyle empatię, co wręcz matczyne emocje. Nie wiem jak to odbierała ta młoda kobietka, ale „po naszej stronie biurka” tak to wyglądało.

Tym bardziej jestem pod wrażeniem hartu ducha, energii, samozaparcia i zwyczajnego młodzieńczego apetytu na życie, który nie pozwala Jesice siedzieć w domu, użalać się nad sobą – nie daj Boże. Ale pcha ją do życia, między ludzi, na wakacje, które po takim ciężkim roku należą się jej w dwójnasób (tak, rodzicom też! 🙂 )

I tak oto Jesika mimo nie do końca zagojonej rany, choć na trochę, stała się Syreną, wyłaniającą się z bałtyckich fal…

Zobaczcie sami ile energii w tej małej bądź co bądź osóbce. Uśmiech pewnie z buziaka nie schodził, zamaszyste ruchy świadczą o dobrym samopoczuciu i właściwym odpoczynku. A co najważniejsze – brak niepotrzebnych zahamowań, uprzedzeń, brak nieakceptowania swojego ciała w taki wydaniu jakie jest.

Brawo Jesika! 🙂

Czas na odpoczynek, czasem równoznaczny z pewnego rodzaju lenistwem, musi się znaleźć.

Stomicy, nie chowajcie się jak żółwie, w swoich domach. Trzeba żyć najpełniej jak się da, bo mimo wahań nastroju, czy zdrowia, życie nie czeka na nikogo, idzie dalej. Nie pozwólcie by Was minęło.

Dziękuję Jesika za ten rodzaj wsparcia, przykładu dla innych i za to, że jesteś piękną laurka za moja pracę. Pozdrawiam ciepło.

Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Paula pływająca

Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Paula pływająca

Dzień dobry w wakacje 🙂

Pamiętacie pana Andrzeja z wcześniejszego posta? Pamiętacie zapewne. A jak nie to przypominam, że to ten Jegomość –

Ale, ale… Dziś chcę przedstawić bardzo energiczną, młodą kobietę, która jako jedna z niewielu w ciągu pierwszego miesiąca po planowej operacji wyłonienia stomii wróciła do pracy zawodowej. Szacun Pani Paulo! Po całości 🙂 Jest Pani drugą osobą, jaką znam, która tak szybko wróciła do pracy. Pierwszą jest mój bliski znajomy, który chce pozostać anonimowy.

Pierwszy raz z panią Pauliną spotkałam się kilka tygodni po zabiegu, w kwestii dopasowania sprzętu stomijnego, bo ten dopasowany tuż po zabiegu nie sprawdzał się. A moja bohaterka już pracowała. Dobrałyśmy stosowny sprzęt, ale też dowiedziałam się wtedy, że dziewczyna planuje powrót do pływania – jako przyjemności i zarazem aktywności zdrowotnej. Pomyślałam i powiedziałam: WOW! I oczywiście przyklasnęłam temu pomysłowi. No i trochę interesownie (jak widać  w tym poście), poprosiłam o rozważenie propozycji wyrażenia zgody na publikację.

Otóż pani Paulina nie tylko pracuje i cieszy się normalnym życiem rodzinnym, towarzyskim, zachowuje pogodę ducha i taką zwykłą ludzką radość z drobiazgów jakie spotykają nas w życiu. Pewnie nie tylko same cudowności spotykają ją w życiu (przecież ma stomię – niektórzy zauważą), ale na pewno stomia nie rządzi jej życiem i nie dyktuje usunięcie się na margines społeczeństwa.

Do opalania się można spokojnie worek „ubrać” w pokrowiec i tym samym pozostawić go bardziej anonimowym. Natomiast do pływania pokrowiec nie jest dobry, bo „spływa” z worka, czyli woda go zmywa z worka mówiąc inaczej, dlatego pani Paulina pływa bez pokrowca na worku.

Sami Państwo widzicie, że „akcja” dzieje się na basenie publicznym, odkrytym – łodzianie pewnie wiedzą na którym. Bardzo się cieszę, że są osoby takie jak bohaterka tego posta (bo wiem, że więcej osób ze stomią pływa). i cieszę się, że w naszym kraju, a na pewno lokalnie – w tym kompleksie wodnym w Łodzi, nie spotykamy się z niezrozumieniem, z dyskryminacją (a bo ona coś tam ma na brzuchu…). A niestety bywa różnie, o czym dowiedziałam się ostatnio, będąc na szkoleniu w międzynarodowej grupie pielęgniarek stomijnych i osób ze stomią. Otóż osoba ze Skandynawii opowiedziała nam, jak nieprzyjemny miała problem z wejściem na basen w swoim małym miasteczku, ze względu na to, iż ratownik, czy inna osoba pracująca w tym kompleksie wodnym, z niewiedzy nie chciała wpuścić ileostomiczki na basen.

Nawet dla mnie, jako osoby trzeciej słuchającej tylko o tym, było to bardzo nieprzyjemne, a co dopiero dla tamtej kobiety? W rezultacie weszła, po jakichś tam perypetiach. Ale ostatecznie jeździ na pływalnię do większego miasta.

Tym bardziej cieszę się, że w naszym mieście są ludzie o bardziej otwartych umysłach.

Pani Paulo, dziękuję za zaufanie i za piękny dowód na dobry styl życia. Życzę słońca na każdy dzień w Pani życiu 🙂

Spotkanie Łódzkiego Stowarzyszenia Stomijnego

Spotkanie Łódzkiego Stowarzyszenia Stomijnego

W ubiegłym tygodniu uczestniczyłam w spotkaniu Łódzkiego Stowarzyszenia Stomijnego. W tej formie była to pierwsza moja obecność w TAKIM towarzystwie.

Rozmawialiśmy, tak nie chodziło mi o wykład, ale o interakcję i udało się. Zatem rozmawialiśmy o żywieniu, o tym co nam służy, jako ludziom – ze stomią, czy bez. Rozmawialiśmy o tym w jakiej kondycji jest obecnie żywność, jaki rodzaj żywności wybierać, by zachować zdrowie. Pewnie ta dyskusja mogłaby się ciągnąć długo, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy.

Tak czy tak, było mi bardzo miło zobaczyć po raz kolejny moich niektórych podopiecznych jeszcze z czasów istnienia Poradni dla Chorych ze Stomią w Łodzi. Dziękuję za wspólnie spędzony czas i do zobaczenia następnym razem.

Z cyklu -moja stomia w życiu i na wakacjach – Andrzej – duch niespokojny

Z cyklu -moja stomia w życiu i na wakacjach – Andrzej – duch niespokojny

Ze stomikami pracuję już dość długo.Poznaję przy tej okazji różnych ludzi. Jedni stykają się ze mną na bardzo krótko i nigdy więcej się nie widzimy, z różnych względów – np. przyjeżdżają do Łodzi tylko na operację i dalej żyją w swoim odległym od centralnej Polski miejscu. Z innymi spotykam się częściej lub rzadziej, bo tak się układa ich życie zdrowotne.

A stomię można mieć na czas określony, lub na stałe. Ważne w tym wszystkim jest to, by człowiek z nowo zoperowaną stomią otrzymał tyle wsparcia ile potrzebował, by miał czas i warunki nauczyć się ją zaopatrywać itd. A wtedy będzie mógł powiedzieć, że da się z nią żyć normalnie, albo choć w miarę normalnie. Oczywiście żyć normalnie będzie dla każdego oznaczało co innego. I dlatego warto dążyć do tego życia normalnego = pełną piersią = na 100%= życia z całych sił – jak napisano na zdjęciu poniżej.

Moi pacjenci są w różnym wieku, na różnych etapach swojego życia, w różnych sytuacjach życiowych, społecznych itd. Każdemu powtarzam, że (sobie też, kiedy dopadają mnie złe rzeczy, gorsze chwile…) życie jest nam dane jedno i powinniśmy nauczyć się czerpać z niego garściami, a nie sprowadzać go do krzątania się wokół worka stomijnego. Choć często wyłonienie stomii jest przedłużeniem owego życia. Czyli stomia w dużym uogólnieniu może być tym pierwszym promieniem rozjaśniającym przyszłe dni.

W trakcie pracy z pacjentami, chyba praktycznie każdego pytam o to co robi w życiu, jakie ma pasje, co chciałby jeszcze osiągnąć, przeżyć, o czym marzy? To może naprowadzać moich stomików na dobre tory myślowe, na to że może jeszcze to nie koniec świata, że może będę mogła/mógł… I to jest dobry początek dobrej rekonwalescencji, dobry początek dalszego dobrego życia.

Stąd też wziął się mój pomysł na pisanie na bazie Waszych – stomicy moi – doświadczeń, przygód, hobby, na podstawie Waszego życia, wątku z cyklu „Moja stomia w życiu i na wakacjach.” I oto mamy pierwszy wpis.

Bohaterem tego wpisu jest młody, żywiołowy, pogodny, optymistyczny pan Andrzej, który mając stomię nie pożegnał swoich pasji. Ponieważ facet kocha podróże, poznawanie świata, wspinanie się po górach, ma benzynę we krwi, która buzuje wraz z rozpoczęciem każdego sezonu motocyklowego. A jak we krwi jest benzyna, to stomia – hmmm.., jest jak „wybebeszony wydech” (ci co jeżdżą na moto, to wiedzą o czym mówię 😉 ), w niczym nie przeszkadza. Poniżej, trochę zdjęć na poparcie tego, że stomia, mimo iż potrafi czasem dać się we znaki, nie wyrzuca nikogo poza nawias życia, czy społeczeństwa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pan Andrzej jest w szczęśliwym związku, ma wsparcie kobiety, którą kocha ze wzajemnością, jak widać. I dobrze. Bo szczególnie w trudnych chwilach potrzebujemy obecności, pomocy czasem, bliskiej osoby. A kiedy taką mamy, to wszystko zdaje się być łatwiejsze, okres rekonwalescencji przebiega szybciej, pomyślniej i więcej nam się w ogóle chce w życiu. Razem można dosłownie i nie tylko – góry przenosić, można uczestniczyć w akcjach dobroczynnych, można upadać i podnosić się, można tzw. w s z y s t k o 😀

I tak, sami widzicie, że mając stomię można chodzić po górach, można jeździć na motocyklu, z przodu czy z tyłu (podobno jak się siedzi z przodu, czyli kieruje, motocykl szybciej jedzie ;-D )

Szacun za „wpakowanie” sprzętu stomijnego w dopasowane spodnie motocyklowe. Nie wszyscy wiedzą, że taki kombinezon jest dość dopasowany, dla zminimalizowania oporu powietrza oprócz bezpieczeństwa.

Panie Andrzeju, życzę zdrowia i szczęścia, a wtedy będzie siła na podróże, na realizację marzeń i dbania o miłość. A wszystkim życzę, by za przykładem bohatera mojego pierwszego wpisu o tym jak można żyć ze stomią, umieli czerpać z życia całymi garściami.

 

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Polityka Prywatności
Jak wyłączyć pliki cookies?
ROZUMIEM