501 785 557 abc.stomii@wp.pl
Zaznacz stronę
Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Jesika nad morzem

Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Jesika nad morzem

Dzień dobry w sierpniowe, gorące popołudnie 🙂

Pamiętacie Paulę pływającą? Pewnie, że pamiętacie.

Często kiedy pracuję z ludźmi, którzy są krótko po wyłonieniu stomii, pytają mnie co będą mogli robić mając tę stomię. To takie pytania szukające chyba potwierdzenia na to, że nie będą musieli rezygnować z życia. Czasem osoby starsze narzekają, że takie coś spotkało je u schyłku życia. Wtedy pytam, czy uważają, że lepiej by było gdyby trzeba było pani/panu wyłonić stomię w wieku dwudziestu kilku lat?  I tu zwykle następuje krótka chwila konsternacji/refleksji… Odpowiedzi są różne.

Ale zdarza się, że stan zdrowia człowieka jest taki, że stomię trzeba wyłonić i przed dwudziestym rokiem życia, a czasem w pierwszych dniach po urodzeniu.  Nie wiek tu jest wytyczna.

Bohaterką mojego dzisiejszego wpisu jest młodziutka dziewczyna, u której konieczne było wyłonienie stomii, a w niedługim czasie kolejny zabieg operacyjny. Dziewczę to było taką „maskotką” naszego oddziału. No bo przecież my – część z nas – mamy dzieci w jej wieku lub starsze. I kiedy choruje taka młoda osóbka, to wywołuje w nas – pielęgniarkach nie tyle empatię, co wręcz matczyne emocje. Nie wiem jak to odbierała ta młoda kobietka, ale „po naszej stronie biurka” tak to wyglądało.

Tym bardziej jestem pod wrażeniem hartu ducha, energii, samozaparcia i zwyczajnego młodzieńczego apetytu na życie, który nie pozwala Jesice siedzieć w domu, użalać się nad sobą – nie daj Boże. Ale pcha ją do życia, między ludzi, na wakacje, które po takim ciężkim roku należą się jej w dwójnasób (tak, rodzicom też! 🙂 )

I tak oto Jesika mimo nie do końca zagojonej rany, choć na trochę, stała się Syreną, wyłaniającą się z bałtyckich fal…

Zobaczcie sami ile energii w tej małej bądź co bądź osóbce. Uśmiech pewnie z buziaka nie schodził, zamaszyste ruchy świadczą o dobrym samopoczuciu i właściwym odpoczynku. A co najważniejsze – brak niepotrzebnych zahamowań, uprzedzeń, brak nieakceptowania swojego ciała w taki wydaniu jakie jest.

Brawo Jesika! 🙂

Czas na odpoczynek, czasem równoznaczny z pewnego rodzaju lenistwem, musi się znaleźć.

Stomicy, nie chowajcie się jak żółwie, w swoich domach. Trzeba żyć najpełniej jak się da, bo mimo wahań nastroju, czy zdrowia, życie nie czeka na nikogo, idzie dalej. Nie pozwólcie by Was minęło.

Dziękuję Jesika za ten rodzaj wsparcia, przykładu dla innych i za to, że jesteś piękną laurka za moja pracę. Pozdrawiam ciepło.

Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Paula pływająca

Z cyklu – moja stomia w życiu i na wakacjach – Paula pływająca

Dzień dobry w wakacje 🙂

Pamiętacie pana Andrzeja z wcześniejszego posta? Pamiętacie zapewne. A jak nie to przypominam, że to ten Jegomość –

Ale, ale… Dziś chcę przedstawić bardzo energiczną, młodą kobietę, która jako jedna z niewielu w ciągu pierwszego miesiąca po planowej operacji wyłonienia stomii wróciła do pracy zawodowej. Szacun Pani Paulo! Po całości 🙂 Jest Pani drugą osobą, jaką znam, która tak szybko wróciła do pracy. Pierwszą jest mój bliski znajomy, który chce pozostać anonimowy.

Pierwszy raz z panią Pauliną spotkałam się kilka tygodni po zabiegu, w kwestii dopasowania sprzętu stomijnego, bo ten dopasowany tuż po zabiegu nie sprawdzał się. A moja bohaterka już pracowała. Dobrałyśmy stosowny sprzęt, ale też dowiedziałam się wtedy, że dziewczyna planuje powrót do pływania – jako przyjemności i zarazem aktywności zdrowotnej. Pomyślałam i powiedziałam: WOW! I oczywiście przyklasnęłam temu pomysłowi. No i trochę interesownie (jak widać  w tym poście), poprosiłam o rozważenie propozycji wyrażenia zgody na publikację.

Otóż pani Paulina nie tylko pracuje i cieszy się normalnym życiem rodzinnym, towarzyskim, zachowuje pogodę ducha i taką zwykłą ludzką radość z drobiazgów jakie spotykają nas w życiu. Pewnie nie tylko same cudowności spotykają ją w życiu (przecież ma stomię – niektórzy zauważą), ale na pewno stomia nie rządzi jej życiem i nie dyktuje usunięcie się na margines społeczeństwa.

Do opalania się można spokojnie worek „ubrać” w pokrowiec i tym samym pozostawić go bardziej anonimowym. Natomiast do pływania pokrowiec nie jest dobry, bo „spływa” z worka, czyli woda go zmywa z worka mówiąc inaczej, dlatego pani Paulina pływa bez pokrowca na worku.

Sami Państwo widzicie, że „akcja” dzieje się na basenie publicznym, odkrytym – łodzianie pewnie wiedzą na którym. Bardzo się cieszę, że są osoby takie jak bohaterka tego posta (bo wiem, że więcej osób ze stomią pływa). i cieszę się, że w naszym kraju, a na pewno lokalnie – w tym kompleksie wodnym w Łodzi, nie spotykamy się z niezrozumieniem, z dyskryminacją (a bo ona coś tam ma na brzuchu…). A niestety bywa różnie, o czym dowiedziałam się ostatnio, będąc na szkoleniu w międzynarodowej grupie pielęgniarek stomijnych i osób ze stomią. Otóż osoba ze Skandynawii opowiedziała nam, jak nieprzyjemny miała problem z wejściem na basen w swoim małym miasteczku, ze względu na to, iż ratownik, czy inna osoba pracująca w tym kompleksie wodnym, z niewiedzy nie chciała wpuścić ileostomiczki na basen.

Nawet dla mnie, jako osoby trzeciej słuchającej tylko o tym, było to bardzo nieprzyjemne, a co dopiero dla tamtej kobiety? W rezultacie weszła, po jakichś tam perypetiach. Ale ostatecznie jeździ na pływalnię do większego miasta.

Tym bardziej cieszę się, że w naszym mieście są ludzie o bardziej otwartych umysłach.

Pani Paulo, dziękuję za zaufanie i za piękny dowód na dobry styl życia. Życzę słońca na każdy dzień w Pani życiu 🙂

Spotkanie Łódzkiego Stowarzyszenia Stomijnego

Spotkanie Łódzkiego Stowarzyszenia Stomijnego

W ubiegłym tygodniu uczestniczyłam w spotkaniu Łódzkiego Stowarzyszenia Stomijnego. W tej formie była to pierwsza moja obecność w TAKIM towarzystwie.

Rozmawialiśmy, tak nie chodziło mi o wykład, ale o interakcję i udało się. Zatem rozmawialiśmy o żywieniu, o tym co nam służy, jako ludziom – ze stomią, czy bez. Rozmawialiśmy o tym w jakiej kondycji jest obecnie żywność, jaki rodzaj żywności wybierać, by zachować zdrowie. Pewnie ta dyskusja mogłaby się ciągnąć długo, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy.

Tak czy tak, było mi bardzo miło zobaczyć po raz kolejny moich niektórych podopiecznych jeszcze z czasów istnienia Poradni dla Chorych ze Stomią w Łodzi. Dziękuję za wspólnie spędzony czas i do zobaczenia następnym razem.

Z cyklu -moja stomia w życiu i na wakacjach – Andrzej – duch niespokojny

Z cyklu -moja stomia w życiu i na wakacjach – Andrzej – duch niespokojny

Ze stomikami pracuję już dość długo.Poznaję przy tej okazji różnych ludzi. Jedni stykają się ze mną na bardzo krótko i nigdy więcej się nie widzimy, z różnych względów – np. przyjeżdżają do Łodzi tylko na operację i dalej żyją w swoim odległym od centralnej Polski miejscu. Z innymi spotykam się częściej lub rzadziej, bo tak się układa ich życie zdrowotne.

A stomię można mieć na czas określony, lub na stałe. Ważne w tym wszystkim jest to, by człowiek z nowo zoperowaną stomią otrzymał tyle wsparcia ile potrzebował, by miał czas i warunki nauczyć się ją zaopatrywać itd. A wtedy będzie mógł powiedzieć, że da się z nią żyć normalnie, albo choć w miarę normalnie. Oczywiście żyć normalnie będzie dla każdego oznaczało co innego. I dlatego warto dążyć do tego życia normalnego = pełną piersią = na 100%= życia z całych sił – jak napisano na zdjęciu poniżej.

Moi pacjenci są w różnym wieku, na różnych etapach swojego życia, w różnych sytuacjach życiowych, społecznych itd. Każdemu powtarzam, że (sobie też, kiedy dopadają mnie złe rzeczy, gorsze chwile…) życie jest nam dane jedno i powinniśmy nauczyć się czerpać z niego garściami, a nie sprowadzać go do krzątania się wokół worka stomijnego. Choć często wyłonienie stomii jest przedłużeniem owego życia. Czyli stomia w dużym uogólnieniu może być tym pierwszym promieniem rozjaśniającym przyszłe dni.

W trakcie pracy z pacjentami, chyba praktycznie każdego pytam o to co robi w życiu, jakie ma pasje, co chciałby jeszcze osiągnąć, przeżyć, o czym marzy? To może naprowadzać moich stomików na dobre tory myślowe, na to że może jeszcze to nie koniec świata, że może będę mogła/mógł… I to jest dobry początek dobrej rekonwalescencji, dobry początek dalszego dobrego życia.

Stąd też wziął się mój pomysł na pisanie na bazie Waszych – stomicy moi – doświadczeń, przygód, hobby, na podstawie Waszego życia, wątku z cyklu „Moja stomia w życiu i na wakacjach.” I oto mamy pierwszy wpis.

Bohaterem tego wpisu jest młody, żywiołowy, pogodny, optymistyczny pan Andrzej, który mając stomię nie pożegnał swoich pasji. Ponieważ facet kocha podróże, poznawanie świata, wspinanie się po górach, ma benzynę we krwi, która buzuje wraz z rozpoczęciem każdego sezonu motocyklowego. A jak we krwi jest benzyna, to stomia – hmmm.., jest jak „wybebeszony wydech” (ci co jeżdżą na moto, to wiedzą o czym mówię 😉 ), w niczym nie przeszkadza. Poniżej, trochę zdjęć na poparcie tego, że stomia, mimo iż potrafi czasem dać się we znaki, nie wyrzuca nikogo poza nawias życia, czy społeczeństwa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pan Andrzej jest w szczęśliwym związku, ma wsparcie kobiety, którą kocha ze wzajemnością, jak widać. I dobrze. Bo szczególnie w trudnych chwilach potrzebujemy obecności, pomocy czasem, bliskiej osoby. A kiedy taką mamy, to wszystko zdaje się być łatwiejsze, okres rekonwalescencji przebiega szybciej, pomyślniej i więcej nam się w ogóle chce w życiu. Razem można dosłownie i nie tylko – góry przenosić, można uczestniczyć w akcjach dobroczynnych, można upadać i podnosić się, można tzw. w s z y s t k o 😀

I tak, sami widzicie, że mając stomię można chodzić po górach, można jeździć na motocyklu, z przodu czy z tyłu (podobno jak się siedzi z przodu, czyli kieruje, motocykl szybciej jedzie ;-D )

Szacun za „wpakowanie” sprzętu stomijnego w dopasowane spodnie motocyklowe. Nie wszyscy wiedzą, że taki kombinezon jest dość dopasowany, dla zminimalizowania oporu powietrza oprócz bezpieczeństwa.

Panie Andrzeju, życzę zdrowia i szczęścia, a wtedy będzie siła na podróże, na realizację marzeń i dbania o miłość. A wszystkim życzę, by za przykładem bohatera mojego pierwszego wpisu o tym jak można żyć ze stomią, umieli czerpać z życia całymi garściami.

 

Wsparcie – co to, po co, gdzie go szukać..?

Wsparcie – co to, po co, gdzie go szukać..?

W tak trudnej wyprawie w nieznane, w tak trudnej sytuacji życiowej, jaką jest operacja wyłonienia stomii, praktycznie każdy potrzebuje wsparcia. Nie jakiegoś wparcia, nie mam na myśli bylejakości pod żadnym pozorem, ale najlepszego z różnych, dostępnych źródeł. Najczęściej mówiąc wsparcie mamy na myśli rodzinę, albo psychologa.

No bo co to jest wsparcie? Definiuje się je zwykle jako dopingowanie drugiego człowieka w jego poczynaniach, mimo iż one mogą nie być zgodne z naszymi wyobrażeniami o tym co ten człowiek powinien zrobić. Wspieranie jest bezinteresownie. I jest potrzebne.

Kto może takie wsparcie dać człowiekowi ze stomią, kiedy jest on przybity, przerażony, albo chcący „podryźć” wszystko i wszystkich, albo…? Sami wiecie jak to jest.

Ktoś powie – pracownicy medyczni. Inny powie – wujek Google, którego osobiście nie polecam do końca, ze względu na większość publikowanych, niesprawdzonych treści. Medyczni powiedzą – rodzina, bliscy, przyjaciele… Na różnych etapach pewnie różne osoby są potrzebne. Pracownicy ochrony zdrowia powinni człowieka dobrze przygotować do operacji wyłonienia stomii. Dobrać sprzęt stomijny, nauczyć stomika i o jego stomii i jej zaopatrywania i radzenia sobie w różnych sytuacjach życiowych … A później, nie ma już zbyt dużo miejsca w codziennym życiu stomika, na przedstawicieli świata medycznego, którzy w pewnym zakresie są autorytetem. Dalej poszukując wsparcia, może właśnie w rodzinie (która nie zawsze umie je dać), wśród znajomych, bliskich, przyjaciół (których trudne sytuacje „przesiewają”, bo nie wiedzą jak się zachować, co powiedzieć, a nie umieją po prostu … być obok, być z bliską osobą).

I tu jest właśnie miejsce na grupy wsparcia. Największą grupą tego rodzaju jest PolIlko – Polskie Towarzystwo Opieki nad Chorymi ze Stomią w Polsce, którego członkami są osoby ze stomią. Bardziej lokalnie mamy, jak ostatnio usłyszałam: „naszą rodzinę stomijną”, czyli Łódzkie Stowarzyszenie Stomijne. Tu również zrzeszeni są stomicy.

Spotykają się ze sobą, wspierają właśnie. Bo nikt z przedstawicieli świata medycznego (jesli nie ma stomii) nie ma przewagi z najlepszą nawet wiedzą, nad drugim człowiekiem, który zmaga się z tym co i Ty. Poniżej przedstawiam plan spotkań, na które Was mocno zapraszam 🙂 :

Terminy spotkań z członkami stowarzyszenia w 2018 r. w auli Wojewódzkiego Szpitala im. Pirogowa w Łodzi ul. Wólczańska 191/195:

 
12 kwietnia w godz: od 14.00 do 16.00
 
7 czerwca w godz: od 14.00 do 16.00
 
13 września w godz: od 14.00 do 16.00
 
22 listopada w godz: od 14.00 do 16.00

I oby zawsze gdzieś, w wiadomym dla nas miejscu, był człowiek, na którego możemy liczyć.

Dobrego każdego dnia 🙂

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Polityka Prywatności
Jak wyłączyć pliki cookies?
ROZUMIEM